Aktualności

Samsung ustanawia rekord szybkości transmisji w sieci 5G: ponad 30 razy szybciej niż 4G LTE

Firma Samsung Electronics poinformowała, że jako pierwsza w branży osiągnęła dwa ważne etapy w rozwoju technologii sieci telekomunikacyjnych 5G. Firma ustanowiła rekord transmisji danych w środowisku stacjonarnym, który wyniósł 7,5 Gb/s, czyli 940 MB na sekundę. Samsung również jako pierwszy uzyskał nieprzerwane i stabilne połączenie z prędkością 1,2 Gb/s, czyli 150 MB na sekundę w środowisku mobilnym, w czasie jazdy z prędkością ponad 100 km/h.

Wykorzystamy te osiągnięcia i będziemy kontynuowali rozwijanie zaawansowanych technologii składających się na standard 5G - powiedział ChangYeong Kim, szef DMC R&D Center w Samsung Electronics. Oprócz korzystania z własnych globalnych możliwości w zakresie badań i rozwoju będziemy także nadal współpracowali z innymi liderami branży i ośrodkami badawczymi z całego świata. Urządzenia mobilne, przetwarzanie w chmurze, Internet rzeczy - we wszystkich tych dziedzinach standard telekomunikacji 5G i towarzyszące mu technologie będę się rozwijać.O sukcesie stacjonarnego testu standardu 5G przeprowadzonego przez firmę Samsung świadczą nie tylko same liczby, ale także fakt, że był to pierwszy w branży test wykonany na zewnątrz. Wcześniejsze udane testy 5G były przeprowadzane w stabilnym środowisku wewnątrz pomieszczeń i w laboratoriach. Interesującym aspektem mobilnego testu 5G było przeprowadzenie go w pojeździe poruszającym się z dużą prędkością po profesjonalnym, odkrytym torze wyścigowym o długości 4,35 kilometra.Zarówno test stacjonarny, jak i mobilny wykonano w sieci 5G wykorzystującej częstotliwość 28 GHz. Dotychczas w branży nie używano tak wysokich częstotliwości, jak 28 GHz, gdyż mimo ich przydatności w zestawianiu szybkich połączeń, oparta na nich łączność miała krótki zasięg. Firmie Samsung udało się przezwyciężyć te przeszkody dzięki opracowanej przez siebie technologii Hybrid Adaptive Array, w której pasma częstotliwości fal milimetrowej długości umożliwiają wykorzystanie wyższych częstotliwości na większych odległościach. Mimo że standard 5G nie został jeszcze oficjalnie przyjęty, można oczekiwać, że sieci 5G zaoferują dziesiątki, a może nawet setki razy szybszą transmisję niż sieci 4G LTE.Do najnowszych osiągnięć firmy należy także siedmiokrotne zwiększenie częstotliwości w porównaniu z testami z maja 2013 roku, kiedy to Samsung jako pierwszy w branży uzyskał połączenie z prędkością 1 Gb/s w sieci 5G 28 GHz.

Samsung nadal koncentruje się na rozwijaniu technologii, a jednocześnie zaprasza inne podmioty z branży do dyskusji - między innymi na forum organizacji standaryzacyjnych - starając się pomóc w określeniu ogólnego kierunku rozwoju standardu 5G. Niedawno Samsung zaproponował innym podmiotom z branży koncepcję 5G Rainbow („Tęcza 5G") wskazującą na siedem podstawowych filarów technicznych technologii 5G, które zapewnią osobom korzystającym z takiej łączności wyjątkową łatwość użytkowania. Filary te to: maksymalna prędkość transmisji danych, efektywność spektralna, szybkość mobilna i prędkość transmisji danych na granicy komórek, liczba jednoczesnych połączeń, opóźnienia komunikacyjne i koszty. W celu zaspokojenia potrzeb technicznych w powyższych aspektach firma Samsung już rozwija szereg kluczowych technologii, takich jak technologie transmisji w pasmach wysokiej częstotliwości, schematy wielokrotnego dostępu oraz sieci o małych opóźnieniach.

źródło:samsung/agdrtv24.pl

 

 

Huawei Ascend P7 - dobra bateria i aparat

Huawei zaprezentował długo oczekiwany telefon - Ascend P7 4G LTE. Następca modelu P6, oferuje udoskonalone funkcje, szybką łączność i łatwiejszą nawigację. Mierzący zaledwie 6,5 mm grubości Ascend P7 to jeden z najcieńszych smartfonów 4G LTE dostępnych na rynku.

Ascend P7 został wyposażony w 5-calowy ekran dotykowy FHD 16:9 wyświetlający obraz w rozdzielczości 1920 x 1080 (445ppi). Obok tego w urządzeniu zainstalowano czterordzeniowy procesor Cortex A9 taktowany z częstotliwością 1,8 GHz, 16 GB pamięci wewnętrznej oraz 2 GB pamięci RAM. Całość działa pod kontrolą systemu Android w wersji 4.4.2 (KitKat). Ascend P7 jest także wytrzymały i odporny na zarysowania dzięki przykryciu ekranu, a także tylnej części obudowy szkłem Corning Gorilla Glass 3.

Wydajności baterii

Długie, nieprzerwane korzystanie z multimediów wymagających dużego transferu danych jest możliwe dzięki baterii litowo-polimerowej 2500 mAh z zaawansowaną technologią oszczędzania energii. Pozwala ona na wyłączenie dowolnej aplikacji uruchomionej w tle, aby zredukować niepotrzebne obciążenia. Po zejściu poniżej 10 procent stanu baterii Ascend P7 dobiera optymalny model korzystania z energii. Po jego uruchomieniu ekran zostaje przyciemniony i wyłączają się wszystkie funkcje telefonu poza tymi najbardziej podstawowymi, jak połączenia głosowe i lista kontaktów. Umożliwia to wydłużenie czasu pracy na pozostałych 10 procentach energii o dodatkowe 24 godziny w trybie czuwania.

Jakość zdjęć

Huawei Ascend P7 zapewnia użytkownikom nowe możliwości ustawienia trybu pracy przy słabym oświetleniu. Główny aparat posiada matrycę 13 Mpix (z asferyczną soczewką 5P) i przysłonę f/2.0. Telefon wykorzystuje sensor Sony BSI 4-generacji i korzysta z technologi Image Signal Processor (ISP), a także oprogramowania IMAGESmart 2.0.

Funkcja Ultra Snapshot umożliwia włączenie kamery w ciągu zaledwie 1,2 sekundy przez podwójne naciśnięcie przycisku przyciszania dźwięku, bez tracenia czasu na odblokowywywanie telefonu. Przedni aparat 8 Mpix, także wyposażony w soczewkę asferyczną, pozwala na wykonywanie autoportretów, a także tzw. groupie selfie - zdjęć grupowych w trybie panoramicznym - to kolejna unikalna funkcja, która wyróżnia smartfon Huawei. Dodatkowo, jakość wykonanych fotografii można udoskonalić poprzez 10-stopniowy systemem automatycznego poprawiania wyglądu twarzy w trybie Beauty. Zainstalowaną kamerą można także nagrać film w jakości 1080p HD, a funkcja Voice Photo pozwala na wzbogacenie zdjęć 10-sekundowym nagraniem audio i szybkie udostępnienie w mediach społecznościowych.

Ponadto, opracowana przez HUAWEI technologia Image Signal Processor (ISP) umożliwia korzystanie z szeregu funkcji znanych z profesjonalnych aparatów, m.in. autofokusa, balansu bieli i redukcji szumów.

źródło; wp.pl 

 

 

Nikon D750: mały korpus, pełna klatka

Nikon D700 pojawił się w... 2008 r. Tak. Zgadza się. Ponad sześć lat temu. W tamtych czasach był sensacją - pełnoklatkowa lustrzanka ze stosunkowo niedużym korpusem i w relatywnie niskiej cenie. Ale sześć lat to duuuużo czasu.

 

Gdzieś po drodze pojawiła się seria jeszcze tańszych pełnoklatkowych lustrzanek Nikona - D6xx. Warto o tym wspomnieć z tego względu, że dzięki nim seria D7xx awansowała do segmentu półprofesjonalnego. W dużej mierze tłumaczy to możliwości i parametry techniczne nowego Nikona D750.

Na dobrą sprawę poziom wyposażenia jest profesjonalny "po prostu", a nie "prawie". Matryca o rozmiarach klatki filmu małoobrazkowego i rozdzielczości 24 mln pikseli zapożyczona została wprawdzie z Nikona D610, ale zaawansowany (i ulepszony) 51-punktowy system ustawiania ostrości przeniesiony został wprost z fotoreporterskiego D4S i modelu D810. Do tego zdjęcia seryjne wykonywane z częstotliwością do 7 klatek na sekundę - mało który profesjonalny fotograf potrzebuje więcej. Jedyne, co nie pasuje do tego zestawu, to minimalny czas naświetlania zdjęć wynoszący 1/4000 s - w tej klasie aparatów mile widziana byłaby 1/8000 s. Jeśli jednak mielibyśmy pozycjonować D750 między modelami D610 i D810, to - jak zresztą wskazuje rachunek - dużo bliżej mu do bardziej zaawansowanego modelu.

Zgodnie z współczesnymi wymaganiami, nowa lustrzanka Nikona wyposażona jest w odchylany ekran LCD o przekątnej 3,2 cala i rozdzielczości ponad 1,2 mln punktów oraz w moduł łączności Wi-Fi. No i nagrywa wideo w rozdzielczości 1080/60p - o 4K nikt tu się nawet nie zająknął. Korpus jest oczywiście uszczelniony i oparty na metalowym szkielecie.

fot: materiały prasowe


Zakres czułości ISO to 100 - 12 800. Ciekawostką, charakterystyczną dla Nikona, są dwa sloty kart pamięci (oba typu SD). Warto też wspomnieć, że aparat wyposażony jest w złącze USB typu 3.0.

Nowa lustrzanka wejdzie do sprzedaży w Polsce 25 września i ma kosztować 8999 zł.

źródło: wp.pl 

 

 

Czy nowe liczniki prądu będą nas szpiegować?

Inteligentne liczniki prądu, montowane przez polskich dystrybutorów nie dostarczają w czasie rzeczywistym danych o zachowaniach klientów - przekonują spółki dystrybucyjne. Podkreślają, że na przeszkodzie stoją np. ograniczenia wybranej technologii.

Zgodnie z europejskimi dyrektywami w ciągu kilku lat większość tradycyjnych liczników prądu powinna zostać zastąpiona tzw. inteligentnymi - urządzeniami o wielu funkcjach, ale przede wszystkim zdolnymi samodzielnie przekazywać dystrybutorowi energii (OSD) informacje o zużyciu energii przez klienta.

Nowych liczników jest już w kraju kilkaset tysięcy, ostatnio stołeczny dystrybutor należący do RWE zapowiedział start programu montażu stu tysięcy urządzeń. Kolejnym etapom ich wprowadzenia nierzadko towarzyszą obawy, że np. niepowołana osoba, korzystając z danych wysyłanych przez konkretny licznik może np. ustalić, kiedy nie ma w domu, poznać ich nawyki itp.

Problem danych był znany od kilku lat, a rozwiązanie wypracowane wspólnie m.in. przez GIODO, dystrybutorów i URE znajdzie się w odpowiedniej ustawie, nad której projektem pracuje ministerstwo gospodarki. Informacje z liczników będą chronione tak samo jak dane osobowe, a dostęp do nich - bez zgody zainteresowanego - będzie ściśle ograniczony - do samego klienta, operatora sieci, sprzedawcy energii oraz niektórych instytucji państwowych. Dodatkowo GIODO postawił warunek, by odczyt z licznika następował najczęściej raz na 15 minut. Przepisy te jeszcze nie obowiązują, ale OSD generalnie wdrażają te rozwiązania na własną rękę.

Operatorzy podkreślają też, że stosowana przez nich technologia komunikacji licznika przez sieć niskiego napięcia PLC (Power Line Communication) - tania, bo niewymagająca nowej infrastruktury - ma liczne ograniczenia, powodujące, że informacja z licznika nie jest dostępna online.

Informacje z liczników przez sieć energetyczną trafiają do koncentratorów przy stacjach transformatorowych, a koncentrator cztery razy na dobę przesyła je do centrali informatycznej operatora - poinformowała PAP spółka Energa-Operator, która w skali kraju zamontowała najwięcej liczników zdalnego odczytu.

OSD może co prawda np. na potrzeby rozpatrywania reklamacji w specjalnym trybie monitorować zużycie danego licznika na żądanie, ale - jak podkreśliła Energa-Operator - liczba takich odczytów w tym samym czasie jest "mocno ograniczona" technicznie, a pojedynczy taki odczyt na żądanie trwa od kilku sekund do kilku minut.

W dodatku licznik mierzy wyłącznie ilość energii, zużywanej np. w mieszkaniu przez wszystkie urządzenia. "Na podstawie tych danych nie można rozpoznać, który sprzęt jest aktualnie włączony. W wyniku analizy danych nie można też wyciągać wiarygodnych wniosków dotyczących zachowań odbiorców. W pozyskiwanych z liczników danych nie ma informacji, takich jak nazwiska odbiorców, czy miejsce ich zamieszkania" - oceniła spółka.

Również RWE zapewniła, że dane opuszczą system ich zbierania dopiero do 24 godzinach, będą szyfrowane i bez zgody konsumenta udostępnione tylko i wyłącznie jego sprzedawcy energii.

Z informacji OSD wynika, że klienci bardzo szybko odczuwają korzyści z posiadania inteligentnego licznika, który np. informuje konsumenta o zużyciu.

RWE u odbiorców, u których zamontowano pierwszych 600 liczników, przeprowadziło kampanię edukacyjną m.in. na temat korzyści z przesunięcia prania czy włączania zmywarki poza godziny największego poboru energii. Według firmy okazało się, że tylko w ten sposób udało się ograniczyć pobór mocy w szczycie zapotrzebowania o 2 proc. "Gdyby analogiczna zmiana dokonała się w skali całej Warszawy, oznaczałoby to możliwość redukcji zapotrzebowania na moc o 18MW oraz redukcję rocznej emisji CO2 o 2,6 tys. ton" - podkreślił stołeczny dystrybutor.

Z kolei dane Energi z testu konsumenckiego z udziałem 1244 gospodarstw domowych w Kaliszu okazały się jeszcze lepsze. Okazało się, że tylko wprowadzenie różnych cen energii elektrycznej o różnych porach doby ogranicza zużycie o 5-14 proc. Natomiast możliwość redukcji poboru mocy na sygnał operatora sieci daje natomiast nawet 30-proc. oszczędności zużycia. A zużycie energii w testowanych gospodarstwach spadło w ogóle o 2-4 proc. - wynika z informacji Energa-Operator.

 

(fot. PAP/Lech Muszyński)

źródło: tech.wp.pl

 

 

Nowe tablety Surface w drodze

Surface powoli zdobywa coraz lepszą pozycję na rynku tabletów, więc Microsoft kuje żelazo póki gorące i poszerza ofertę swych produktów. W ciągu kilku tygodni możemy spodziewać się premiery modelu Surface 3, jak również zupełnie nowego modelu mini, które powinny trafić do sprzedaży mniej więcej w okresie tegorocznych świąt.
Surface, pierwszy tablet koncernu Microsoft początkowo nie przekonał do siebie konsumentów. Zmiany wprowadzane w kolejnych generacjach tego urządzenia, uczyniły jednak z niego całkiem interesujący sprzęt, którego wyniki sprzedaży stają się coraz lepsze. A już wkrótce możemy spodziewać się premiery dwóch zupełnie nowych modeli urządzeń z tej rodziny, które na sklepowe półki powinny trafić jeszcze przed końcem bieżącego roku.
Chodzi o modele Surface 3 oraz mini. Pierwsze doniesienia o nowym modelu tabletu pojawiły się już w lipcu i wskazywały, że jego oficjalnej premiery możemy oczekiwać w tym miesiącu. Nowy model będzie jeszcze cieńszy oraz lżejszy od poprzednika, dysponować ma przeprojektowaną podstawką oraz również wspierać będzie piórko - jest to technologia N-trig rozpoznająca aż 256 poziomów nacisku, od którego zależy grubość rysowanej linii.
Nie wiadomo natomiast dokładnie co dzieje się z modelem mini. Internetowe źródła sugerują bowiem, że projekt został na razie zawieszony i prawdopodobnie nie trafi do sprzedaży w obecnej formie, gdyż Microsoft wciąż nie poradził sobie z problemami technicznymi związanymi m.in. ze słabą baterią.
Musimy więc poczekać jeszcze trochę licząc na to, że Microsoft jeszcze w tym miesiącu ujawni nieco więcej informacji, które pozwolą nam zorientować się w sytuacji obu nowych tabletów.
źródło: onet.pl 

Kolejny tani telefon Philipsa w Polsce

Do polskich sklepów trafił smartfon Philips S308. To kolejne - po modelu S388 - urządzenie z rodziny smartfonów Philips, które będzie można nabyć w naszym kraju.

Philips S308 to budżetowy produkt, którego cenę ustalono na 400 zł. Wyposażony jest w 4-calowy wyświetlacz pojemnościowy TFT o rozdzielczości 480x800 pikseli, dwurdzeniowy procesor taktowany zegarem 1 GHz, niewielką pamięć RAM - 512 MB - i równie skromną pamięć wewnętrzną - 4GB. Całość działa pod kontrolą Androida w nie najnowszej już wersji 4.2.

Philips S308 obsługuje jednocześnie dwie karty SIM, w trybie GSM i WCDMA, umożliwiając użytkownikowi korzystanie z dwóch numerów telefonu w tym samym czasie lub korzystanie z odrębnej karty do transmisji danych. Na wyposażeniu

znajdziemy także 5 Mpx aparat, slot na karty pamięci i baterię o pojemności 1400 mAh.

Specyfikacja:

 

  • 4-calowy wyświetlacz pojemnościowy WVGA TFT (480x800)
  • Dwurdzeniowy procesor MTK 1 GHz
  • Android 4.2
  • 5-megapikselowy aparat
  • Dual SIM
  • Obsługa kart pamięci MicroSD - do 32 GB
  • Wbudowana pamięć: 4 GB ROM, 512 MB RAM
  • 3G: WCDMA 900/2100MHz
  • 2G: GSM 850/900/1800/1900MHz
  • Bateria 1400 mAh, czas rozmów do 9.5 godziny, czas czuwania do 700 godzin (dwie karty SIM)
  • Wymiary: 126 x 64.5 x 9.7 mm

• Waga: 125 g

 

żródło: wp.pl 

 

 

 

Coraz bliżej "podatku od smartfonów". Nie ma decyzji, ale "zmiany są konieczne"

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało we wtorek, że nie podjęło jeszcze decyzji co do objęcia tzw. opłatą reprograficzną m.in. smartfonów i tabletów. Resort przekonuje jednak, że system opłat od urządzeń i czystych nośników wymaga unowocześnienia.

W komunikacie przekazanym we wtorek Centrum Informacyjne resortu kultury podkreśliło, że "nie została jeszcze podjęta decyzja co do zmiany katalogu objętych opłatami urządzeń i związanych z nimi czystych nośników poprzez jego dostosowanie do aktualnej rzeczywistości technologicznej zdominowanej przez urządzenia cyfrowe".

Jak zaznaczono, obecnie opłaty "obejmują szereg urządzeń i nośników analogowych jak magnetofony, magnetowidy, kasety VHS itp., które nie występują już w masowej sprzedaży, wypierane przez nowoczesne wielofunkcyjne urządzenia cyfrowe, jak smartfony i tablety".

Opłata dotycząca smartfonów i tabletów to tzw. opłata reprograficzna. Uiszczają ją producenci sprzętu służącego do kopiowania lub jego importerzy, co de facto oznacza, że kosztami obciążeni są nabywcy urządzeń. Zgodnie z prawem pobierane opłaty nie mogą być wyższe niż 3 proc. ceny urządzenia.

Nieaktualne przepisy wymagają zmian

W ocenie MKiDN "zarówno organizacje zbiorowego zarządzania jak i organizacje producentów dostrzegają wady istniejącej regulacji i potrzebę jej zmiany".

- Obydwie strony uważają za zasadne wyeliminowanie z systemu opłat większości urządzeń i nośników analogowych - ocenia resort. Dodaje jednak, że wciąż pozostają różnice zdań co do sposobu uwzględnienia w systemie nowych urządzeń.

Resort kultury obecnie oczekuje na "kompleksową propozycję ze strony organizacji zbiorowego zarządzania". Dopiero po jej otrzymaniu mają zostać rozpoczęte konsultacje ze środowiskiem przedsiębiorców uiszczających opłaty (producenci i importerzy RTV/IT).

- Potrzebny jest kompromis dotyczący przede wszystkim zmian systemowych, których celem jest usprawnienie inkasa opłat i przyspieszenie podziału środków między organizacje dokonujące ich bezpośredniej repartycji między podmioty uprawnione - przekonuje resort.

- Ministerstwo po szeregu odbytych w ostatnim czasie spotkań konsultacyjnych z organizacjami zbiorowego zarządzania i organizacjami producentów dostrzega jednak z obydwu stron wolę kompromisu i ostatecznego zakończenia trwającej już dość długo i momentami bardzo burzliwej debaty publicznej - podkreśla ministerstwo kultury.

Resort obecnie oczekuje również na finalne stanowisko organizacji producentów przed podjęciem decyzji, co do treści projektu ministerialnego. Smartfony i tablety objęte są opłatami w większości państw UE, m.in. Francji, Holandii, Niemczech, Belgii, Węgrzech, Włoszech, Austrii i na Litwie.

- Prawo UE wymaga, aby dozwolony użytek w prawie autorskim był należycie kompensowany, a polski system opłat od urządzeń i czystych nośników niewątpliwie wymaga unowocześnienia - czytamy w komunikacie.

Jak podkreślono, "w ramach dozwolonego użytku osobistego możliwe jest nieodpłatne korzystanie z rozpowszechnionego utworu, w tym chociażby skopiowanie go i przekazanie pojedynczych egzemplarzy swojej rodzinie lub przyjaciołom, z którymi pozostajemy w stałych relacjach towarzyskich". MKiDN dodaje jednocześnie, że "twórcy i podmioty praw pokrewnych ponoszą z tego tytułu oczywiste szkody".

Dzięki dozwolonemu użytkowi osobistemu - tłumaczy resort - funkcjonuje legalny, darmowy obieg chronionych prawem autorskim filmów, utworów muzycznych, czy książek. - W państwach Unii Europejskiej i w wielu pozaunijnych został przyjęty model kompensaty polegający na opłatach uiszczanych przez producentów i importerów urządzeń lub czystych nośników RTV/IT. Polski system obowiązujący od 1995 r. wzoruje się na tych właśnie, sprawdzonych już w wielu państwach rozwiązaniach - dodaje resort.

Ministerstwo zwraca też uwagę, że alternatywnym modelem kompensaty "wydaje się tylko bezpośrednie finansowanie z budżetu państwa, na co w ostatnim czasie zdecydowała się Hiszpania". Zastrzega jednak, że finansowanie z budżetu obciąża wszystkich podatników, bez jakiegokolwiek powiązania z faktycznym lub nawet domniemanym korzystaniem z dozwolonego użytku.

- System opłat uiszczanych przez producentów i importerów jest o wiele lepszym, bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem. Wielkie ponadnarodowe koncerny produkujące elektronikę użytkową uzyskują ogromne zyski ze sprzedaży swoich produktów, które umożliwiają lub przynajmniej bardzo ułatwiają korzystanie z dozwolonego użytku - podkreśla ministerstwo.

Będzie drożej

Tymczasem, jak alarmuje prezes Związku Importerów i Producentów Sprzętu Michał Kanownik, konsekwencją objęcia smartfonów i tabletów opłatą reprograficzną może być wzrost ich ceny nawet o 8 proc.

- Nie mówimy o różnicy w cenie o 1,5 czy 2 proc. Taka różnica będzie na poziomie producenta, ale na poziomie całej ścieżki dystrybucji wzrost będzie wyższy, ponieważ każdy będzie szacował swoją marżę od wyższej kwoty. Cena może wzrosnąć o kilka, nawet do 8 proc. To jest średnio 50 zł na tablecie - mówił Kanownik. Jak dodał, w wyniku wzrostu cen sprzętu polscy konsumenci mogą zrezygnować z zakupu na rodzimym rynku i zacząć kupować za granicą.

Kanownik podkreślił, że opłatą mogą zostać objęte nie tylko tablety i smartfony, ale również inne urządzenia cyfrowe z funkcją kopiowania, takie jak laptopy i telewizory.

Aleksandra Frączak z Federacji Konsumentów zaznaczyła, że federacja nie zgadza się ze stawianiem znaku równości pomiędzy urządzeniami przeznaczonymi do kopiowania, jak kopiarka czy czyste płyty CD lub DVD, a sprzętem, który ma funkcję kopiowania, takim jak smartfon czy tablet. Podkreśliła, że nie ma żadnego badania pokazującego, w jaki sposób konsumenci korzystają z dóbr kultury i jakie urządzenia wykorzystują do ich kopiowania.

źródło: wp.pl

 

 

Nowy smartfon HTC Desire Eye z dwoma aparatami po 13 mln pikseli. Z przodu i z tyłu!

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że tak zwane "selfiki" stanowią obecnie ważne zjawisko w świecie fotografii (a zwłaszcza "fotografii społecznościowej"), to HTC Desire Eye pozbawi go złudzeń.

Do tej pory tendencja była jasna - "poważny" moduł aparatu cyfrowego umieszczany był na tylnej ściance telefonu, więc jeśli ktoś chciał wykonać sobie zdjęcie o większej rozdzielczości, musiał użyć właśnie tego aparatu. Problem polegał na tym, że w przypadku selfików, czyli zdjęć wykonywanych sobie samodzielnie, najczęściej smartfonem trzymanym w wyciągniętej ręce, korzystanie z głównego aparatu na tylnej ściance to loteria - nie wiemy do końca, jak zdjęcie zostanie skadrowane.

Dlatego najczęściej do selfików wykorzystywane są aparaty na przedniej ściance, z reguły o rozdzielczości 2 milionów pikseli, a ostatnio - ponieważ ten trend został już zauważony przez producentów smartfonów - nawet 5 milionów pikseli. Ale w dzisiejszych, szalonych pod względem pogoni za rozdzielczością czasach, 5 milionów to wcale nie wydaje się dużo...

Być może właśnie to zainspirowało projektantów HTC tworzących model Desire EYE. Pod względem parametrów technicznych i wyposażenia ma to być smartfon ze średniej półki (albo "średnio-wyższej"). Pogłoski mówią o ekranie z przekątną 5,2 cala (Full HD), procesorze Snapdragon 801, 2 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci wewnętrznej, więc telefon HTC z pewnością nie będzie miał się czego wstydzić. Ale wyróżniać go będzie jeszcze co innego.

Desire EYE ma być wyposażony w dwa moduły aparatu fotograficznego - każdy o rozdzielczości 13 milionów pikseli! Mało tego, zarówno aparat usytuowany z tyłu, jak i aparat na przedniej ściance mają być wyposażone w lampę błyskową.

No no, zapowiada się idealny smartfon do selfików...

źródło: wp.pl

 

 

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10127 128 następna »